(opr. DG)
Pomimo rosnącego znaczenia wzajemnych relacji handlowych, Ameryka Łacińska ma wciąż jedynie 6 procentowy udział w całkowitym chińskim eksporcie i imporcie. Dla porównania, największym rynkiem dla chińskich towarów s ą Stany Zjednoczone (17 proc. eksportu), a najważniejszym dostawcą dóbr do Chin jest Japonia (11 proc. importu).
Pierwszym partnerem handlowym dla krajów na południe od Rio Grande są i jeszcze długo będą Stany Zjednoczone (blisko 40 proc. udziału w eksporcie i ponad 30 proc. w imporcie). Amerykański kolos, mimo problemów, to wciąż największa światowa potęga gospodarcza, do tego położona w bezpośrednim sąsiedztwie omawianego regionu.
Drugim co do ważności partnerem Ameryki Łacińskiej jest Unia Europejska, ale jej pozycja już w tej chwili zagrożona jest przez „chińskiego smokaâ€?. Można spodziewać się, że Unia Europejska zostanie przegoniona pod tym względem przez Chiny w ciągu najbliższych dwóch lat. W porównaniu z innymi regionami świata (przede wszystkim z Azją), wymiana handlowa UE z Ameryką Łacińską ma niską dynamikę wzrostu, a najważniejsi partnerzy regionalni Unii (przede wszystkim kraje należące do MERCOSUR i kraje z nim stowarzyszone) są obecnie głównym kierunkiem chińskiej ekspansji handlowej.
Stany Zjednoczone pozostaną nadal źródłem dużych prywatnych transferów finansowych do krajów latynoamerykańskich. W przypadku Meksyku, tylko w 2009 były one niemal czterokrotnie większe niż amerykańskie inwestycje bezpośrednie w tym kraju. Według raportu Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych to właśnie te transfery (remittances) będą w dużej części decydować o utrzymaniu przez USA ich znaczenia gospodarczego dla regionu w długim okresie.
Mimo dotychczasowej przewagi, Waszyngton powinien poważnie potraktować wyzwanie rzucone przez Pekin. Tym bardziej, że w Ameryce Łacińskiej przeważają obecnie rządy północnemu sąsiadowi niechętne (lub w najlepszym razie bardzo ostrożne), a do tego pilnie szukające dywersyfikacji swojej wymiany handlowej. Dotychczasową przewagę USA nadwyrężyły dwie kadencje prezydenta Busha juniora, który politykę wobec Ameryki Łacińskiej i Karaibów prowadził raczej niedbale i nieudolnie. Niewiele wskazuje na to aby sytuacja znacząco poprawiła się za ponownych rządów Baracka Obamy lub Mita Romneya. Ameryka Łacińska nie jest priorytetem dla polityków USA.
Tymczasem chińska ekspansja w tym regionie może rozwijać się znacznie szybciej niż przewidują to prognozy. Jeszcze w 2000 roku wymiana handlowa dla obu stron była mało istotna i wynosiła trochę ponad 10 mld dol.. W 2004 r. przewodniczący ChRL, Hu Jintao, nieśmiało zakładał, że do końca dekady chińska wymiana handlowa z Ameryką Łacińską wzrośnie do 100 mld dol. Pułap ten został osiągnięty już w trzy lata. Pięć lat później (2009 r.) Pekin zajął miejsce Waszyngtonu jako najważniejszego partnera handlowego Brazylii, największej i najbardziej perspektywicznej gospodarki w regionie, która wyrasta na potęgę światową. W kolejnym kryzysowym roku, 2010, latynoamerykański eksport do Chin wzrósł o 51, a import o 48 proc. Czyli o ponad dwukrotnie więcej niż wymiana ze Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską.
W latach 2008-2009, 17 proc. wszystkich chińskich inwestycji bezpośrednich wylądowało w Ameryce Łacińskiej. Ich wartość wyniosła 41 mld dol. Aż 95 proc. z nich Pekin ulokował w rajach podatkowych na Kajmanach i Wyspach Dziewiczych. W 2010 chińskie przedsiębiorstwa ponadnarodowe zainwestowały w regionie ponad 15 miliardów dol., a rok później już ponad 20, stając się procentowo czwartym największym inwestorem (9 proc. wszystkich inwestycji), po Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych i Holandii (odpowiednio: 28, 17 i 13 proc.).
(opr. DG)
Niemal 90 proc. chińskich inwestycji ulokowane zostało w dziedzinach związanych z eksploatacją surowców– przede wszystkim ropy i gazu – oraz w niewielkim stopniu w usługach i innych sektorach. Głównymi miejscami inwestycji były Brazylia, Argentyna i Peru, czyli kraje o silnych powiązaniach gospodarczych z Chinami.
Ponadto od wielu lat CNPC (China National Petroleum Corporation) współpracuje w roponośnym pasie Orinoko z wenezuelskim gigantem państwowym PDVSA (Petroleos de Venezuela). Głównym odbiorcą wenezuelskiego surowca pozostają wprawdzie Stany Zjednoczone, ale eksport do Państwa Środka rośnie, w czym pomaga wspólny fundusz inwestycyjny Chin i Wenezueli.
Z kolei China Petroleum and Chemical Corporation (Sinopec) i China National Offshore Oil Corporation (CNOOC) podpisały wiele umów z brazylijskim Petrobrasem. Dotyczą one wydobycia, rafinacji i badań nad technologią eksploatacji złóż ropy i gazu. Sinopec chciał też kupić pakiet kontrolny nad argentyńskim YPF od hiszpańskiego Repsola, ale renacjonalizacja Yacimientos Petrol?feros Fiscales, dokonana przez prezydent Cristinę Kirchner przerwała tę transakcję. Wcześniej chiński koncern odkupił za ponad 7 mld dol. od Repsol-YPF 40 proc. jego brazylijskich operacji, umacniając tam swoją pozycję. W zakresie wydobycia ropy i gazu Pekin kooperuje również z: Kubą, Boliwią, Ekwadorem i Kolumbią.
Chińczycy inwestują również w inne surowce. Choćby w chilijską i – przede wszystkim – peruwiańską miedź (Chinalco, Minmetals, Zijin Mining Group); w brazylijską rudę żelaza (Baosteel), w kubański nikiel. Z kolei takie firmy jak Huawei i ZTE są ważnymi inwestorami na rynku telekomunikacyjnym. Podobnie jak BYD, Chery i Geely w branży motoryzacyjnej.
W Ameryce Środkowej i w Meksyku, inwestycje chińskie są obecnie niewielkie.
(opr. DG)
Niezaspokojony apetyt Chin na surowce i żywność podnosi ceny tych produktów i pozwolił gospodarkom latynoamerykańskim w miarę spokojnie przeżyć światowe załamanie gospodarcze. Dodatkowo obecność Chin zapewnia Ameryce Łacińskiej dywersyfikację rynku zbytu i możliwość głębszej integracji gospodarczej z dynamicznym regionem azjatycko-pacyficznym.
Nie wszyscy na wzmożonej aktywności Chin w zachodniej hemisferze korzystają. Krajem, który na tym ewidentnie przegrywa jest Meksyk, który ze względu na strukturę produkcji jest bardziej konkurentem Chin niż ich partnerem, zwłaszcza w zdobywaniu kontraktów eksportowych do USA. Napór Chińczyków stopniowo unieważnia jakiekolwiek korzyści płynące dla Meksyku z bycia w ugrupowaniu NAFTA.
Są i inne konsekwencje. Za sprawą oczekiwań Chin, w strukturze eksportu latynoamerykańskiego znów zaczęły mocno dominować materiały nieprzetworzone. Koszyk dóbr eksportowanych przez kraje Ameryki Łacińskiej do Chin jest bardzo mało zróżnicowany, w 60 proc. są to surowce. Niektórzy widzą w tym ducha (neo)kolonialnej przeszłości i obawiają się zahamowania rozwoju regionu, lub wręcz jego dezindustrializacji, np. Brazylii.
Chińskie zagrożenie przejawia się w przede wszystkim w rosnącej konkurencji importu z Chin w stosunku do rodzimej produkcji. Przykładem może być latynoamerykański przemysł stalowy. W ciągu ostatnich sześciu lat, chiński import w tym sektorze wzrósł z 3 do 30 proc. To właśnie tej branży dotyczy najwięcej śledztw antydumpingowych skierowanych przeciw Chinom z inicjatywy krajów latynoamerykańskich. Pozostałe zgłoszenia (przodują w tym Brazylia i Argentyna) dotyczą tekstyliów, obuwia, AGD i opon.
Istnieje też obawa przed utratą konkurencyjności w krajach trzecich, czego doświadczył na razie przede wszystkim Meksyk. Ale na razie, zarówno politycy, jak i eksperci z Ameryki Łacińskiej widzą w zacieśnianiu relacji z Chinami więcej plusów niż minusów.
Kredyty hipoteczne goleniów